TALUN WALCZY… OBOK KROKODYLA

Czy taką przyszłość wyobrażał sobie Władysław Talun, gdy w 1938 roku płynął statkiem do Ameryki? Zbyszko Cyganiewicz kreślił przed wyrwidębem z Willeńszczyzny wizję wspaniałej kariery zapaśnika, i przekonał go do wyjazdu za ocean. Talun zrobił niemałe zamieszanie na amerykańskich ringach, jednak wielkiej sławy ani majątku za oceanem się nie doczekał. To już nie były złote czasy zawodowych zapasów. Dyscyplina ta stała się groteskowa i w wielu aspektach wręcz żenująca. Talun zostawił w Polsce rodzinę i wszystko co posiadał. W Ameryce rozpoczął nowe życie…

Na jedne z zawodów w których brał udział Władysław Talun wybrał się redaktor Przeglądu Sportowego. Było to już po wojnie, 10 lat od przybycia Taluna do Ameryki.

„Z TALUNEM nie widziałem się dawno to też, gdy któregoś dnia przeczytałem, że Talun weźmie udział w lokalnym turnieju zatelefonowałem do kierowników turnieju i prosiłem, żeby Talun zjawił się u mnie.

Któregoś dnia wpada do pokoju wystraszona telefonistka: — Mister such a big fellow would like to see you — podnosi ręce do góry i pokazuje, że „big fellow“ sięga ponad futrynę drzwi.

No dobrze. Przychodzą do mnie różni ludzie, niech będzie i taki. Patrzę kto? Talun we własnej osobie. Obecnie jeden z najpopularniejszych zapaśników w Ameryce i kandydat na mistrza Ameryki i świata. Bierze właśnie udział w eliminacjach i spotka się z mistrzem Sextonem.  „Polish Mountain—Polska Góra“ nazywa się on teraz w programach walk. Imię jego tylko nie bardzo się podoba, chyba dlatego, że jest za długie. Zmieniono mu je więc z Władysław na Ivan. Talun się obruszył i pozostawiono mu jego własne. Na przejście eliminacji Talun zużył wszystkiego 14 minut. W ciągu 4 minut pokonał Joe Kamaroffa, w 6 minut Farro Finaldi i w 4 minuty w Red Ryan. Mrówki chodziły mnie po krzyżu, jak widziałem te walki. W pewnej chwili Talun rzucił swego przeciwnika z taką siłą na ring, że widać było tylko tumany kurzu, jakie się podniosły.

Obserwując te walki miałem wspaniały wieczór. Żeby nie było nudno organizatorzy przygotowali dodatkowe atrakcje. Jedną z nich były walki dwóch teamów zawodników po dwóch w każdym teamie. Rozpoczyna walkę dwóch zapaśników na środku ringu. Ich partnerzy stoją w dwóch przeciwległych rogach ringu. Zawodnicy, którzy są na środku mają zadanie przyparcie swego przeciwnika do rogu, w którym oczekuje przyjazny partner i który dopiero wtedy może ruszyć na odsiecz jak jego kolega teamowy przyprze swą ofiarę w róg ringu. Zawleczony zapaśnik musi teraz się przeciwstawić dwóm zapaśnikom. Boże, co się dzieje!

Drugą atrakcją wieczoru, w którym poszedłem oglądać Taluna była walka zapaśnika Tuffy Truesdella z krokodylem… Żadne żarty! Z krokodylem.

Krokodyl miał dźwięczną nazwę Angela i został dostarczony na ring w wielkiej klatce. Po chwili klatkę otworzono i Angela została sama i Truesdellem. Naturalnie dookoła ringu została zbudowana siatka, która miała stanowić zabezpieczenie. Ot taka zwyczajna siatka, jaką się ogrodzą kurniki. Angela w pewnej chwili zdenerwowana widocznie widownią machnęła tak silnie ogonem, że rozwaliła siatkę.

Trzeba było widzieć miny ludzi, którzy siedzieli w tym miejscu. Jesse Owens w swej najlepszej formie nie i dopędzilby ich nigdy. Jakoś uratowano sytuację i Truesdell ubrany zresztą juk normalny zapaśnik zaczął walkę z Angelą, stosując wszelkie sztuki catcherów, jak wyłamywanie, podrzucanie itd.

Zimno się robiło, jak Angela mimo, że jest oswojona z takimi praktykami klapała swymi zębami koło głowy Truesdella. Po dwudziestu minutach Truesdellowi udało się przewrócić ją na grzbiet. Nie wiem czy ma on taką umowę z Angelą, dość na tym, że w pewnej chwili złapał ją za łapę i przerwócił na grzbiet.

Jadąc z żoną w taksówce do domu zastanawiałem się nad tym, czy Talun wyjeżdżając dziesięć lat temu z Polski przypuszczał kiedykolwiek, że będzie występował obok krokodyla…”

Ł. Łogiński

Przegląd Sportowy, Warszawa, 20 października 1947 r.

Z ciekawości sprawdziłem, kim był Tuffy Truesdale. Okazuje się, że wrestler ten faktycznie zasłynął z „walk” ze zwierzętami. Jego najczęstszymi przeciwnikami były krokodyle lub niedźwiedzie. Obecnie takie występy uznano by za znęcanie się nad zwierzętami, jednak w latach czterdziestych XX wieku stanowiły one atrakcję dla amerykańskiej publiczności. W tamtych czasach widowiska z udziałem zwierząt były popularne i postrzegane głównie jako forma ekstremalnej rozrywki, a kwestie etyczne rzadko były poruszane.

Tuffy Truesdale zdobył sławę dzięki swoim umiejętnościom widowiskowego prowadzenia takich walk, które często kończyły się „zwycięstwem” człowieka, co tylko zwiększało jego popularność. Walki tego rodzaju były organizowane na jarmarkach, w parkach rozrywki czy cyrkach, gdzie przyciągały tłumy ciekawskich widzów. Niestety, los zwierząt wykorzystywanych w takich pokazach pozostawiał wiele do życzenia, a ich cierpienie było ignorowane w imię rozrywki.

Dziś, patrząc na takie praktyki z perspektywy współczesnych standardów etycznych, możemy lepiej zrozumieć, jak bardzo zmieniło się nasze podejście do praw zwierząt i ich ochrony. Poniżej znajdują się zdjęcia z występów Tuffiego i jego „maskotek”, które świadczą o innej, mniej empatycznej epoce.

Wsparcie strony https://buycoffee.to/zsn?fbclid=IwAR0SRHc8SYxihH3d1Hs1vq4LmIt_7tNpVHyK9WXwBTRHlulI9lBm-a5H6ao%C2%A0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej wpisów

Copyright © 2023 zsilnychnajsilniejsi.pl All rights reserved.

Zakaz kopiowania i rozpowszechniania treści bez wiedzy właściciela.