W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, zawodowe zapaśnictwo w Polsce przeżywało swoje wzloty i upadki. Zwykle motorem napędowym dyscypliny były głośne nazwiska. Zawodnicy tacy jak Pilecki czy Sztekker przyciągali publiczność jak magnes a organizatorzy dzięki ich obecności na liście startowej, mogli liczyć na spore zyski. Gdy od czasu do czasu, do Polski przyjeżdżali bracia Cyganiewicze, o frekwencję na trybunach nie trzeba było się martwić. Organizatorzy turniejów zabiegali o sławnych zawodników, a ci przebierali w ofertach.
Z czasem okazało się, że mając do dyspozycji utytułowanych i znanych sportowców, przy odrobinie zdolności organizacyjnych i odpowiedniej reklamie, można na organizacji turniejów nieźle zarobić. Nie dziwi więc, że chętnych do tego było coraz więcej. Każdy chciał coś uszczknąć z tego tortu. Organizatorami stawali sie zawodnicy, sędziowie i inni działacze. Turnieje były atrakcyjniejsze, gdy występowała w nich jakaś gwiazda. Prestiżu dodawała obecność murzyna, Żyda, mistrza innego kraju, zawodnika małego ale zwinnego lub ogromnego i silnego.
Idąc dalej, niektórzy próbowali uregulować dyscyplinę i osadzić ją w bardziej zorganizowanych ramach. Tym sposobem w 1934 roku powstał Centralny Związek Zapaśników Polskich. Prezesem został Teodor Torno, a sekretarzem Józef Miazio. Związek od samego początku borykał się z różnymi problemami, jednak funkcjonował starając się wypełniać swoje zadania statutowe. Nie wszyscy chyba jednak byli zadowoleni z jego działalności, gdyż już rok później pojawił się pomysł założenia konkurencyjnej organizacji. Jaki był pomysł na nowy związek? Nieco światła rzuca na ten temat krótki artykuł z Nowego Kurjera z 1935 roku. Zwróćcie uwagę na ostatnie zdanie!
