Czyli… Niezwykła siła gdyńskiego marynarza
Mowa oczywiście o Stanisławie Radwanie. Tym razem proponuję artykuł z Gazety Powszechnej, opisujący kilka historyjek z życia naszego niezwykłego siłacza!
Coraz rzadziej spotyka się ludzi odznaczających się wyjątkową siłą fizyczną. Czasy, w których żył król polski August II Mocny i sienkiewiczowski Zbyszko z Bogdańca oraz Jagienka dawno minęły i nie pozostały po nich najmniejsze ślady.
Do sporadycznych wypadków należy zaliczyć wyjątkowy typ ludzi, którzy swą siłą fizyczną odróżniają się od zwykłych śmiertelników. Na arenach wędrownych cyrków spotyka się czasami prawdziwych atletów występujących jako królowie żelaza. Sztaby, łańcuchy rwą jakby były z papieru, wywołując powszechny poklask zdumionej publiczności. Ludzkość idąc z postępem techniki degeneruje się. Tłumaczy się to innemi warunkami życia, nie wymagającemi od nas żadnego wysiłku potrzebnego do zdobycia pożywienia. Każdy nawet najmniejszy z naszej strony wysiłek zastępowany jest przez maszyny. Początkowo była tendencja zaniechania jakichkolwiek sportów, lecz w miarę postępu zrozumiano jego znaczenie i dziś możemy naocznie przekonać się, że sport w całym tego słowa znaczeniu dodatnio wpływa na rozwój „zmaszyniałej” ludności dając młodym pokoleniu zarodki na następców naszych protoplastów słynących z siły fizycznej.
Na terenie portu gdyńskiego popularną osobistością swego rodzaju jest 47 letni st. marynarz Stanisław Radwan.
Znany on jest każdemu marynarzowi i bywalcom zapasów atletycznych. Powszechną sławę zawdzięcza Radwan swej wyjątkowej sile uzbienia. Jest on w stanie przegryźć gwóźdź okrętowy jak kawałek czekolady. Niejednokrotnie Radwan spotykał się z propozycjami stałych angagment w cyrku, lecz odmawia. Jest urodzonym marynarzem i kocha swój zawód, a gryzienia gwoździ traktuje raczej jako miłą rozgrywkę.
Radwan od siedmiu lat pełni służbę na okręcie. Zwiedził wiele portów i w każdym podziwiany był przez swych zagranicznych kolegów, którzy nie mogli wprost nadziwić się jego sile.
W czasie pobytu w Egipcie w porcie Aleksandria Radwan przechodząc przez ulicę spotkał Araba gryzącego trzcinę cukrową. Na ten widok Radwan oświadczył, że on woli gryźć żelazo. Zdumiony Arab podał marynarzowi gruby drut i zakładając się o 40 funtów angielskich, że ten nie przegryzie go. Mina Araba zrzedła, gdy zobaczył jak Radwan podany drut przegryzł na pół bez najmniejszego wysiłku. Słowo się rzekło — Arab przegrał zakład. Tego dnia Radwan był bohaterem ulicy egipskiej. Ze wszystkich stron znoszono mu owoce, a nawet wodę kolońską stanowiącą specjał miejscowej ludności.
Ciekawą przygodę przeżywał Radwan w Gdyni. Pewnego wieczoru marynarz wszedł do sklepu po godzinach policyjnych i tuż za nim wszedł policjant, zamierzający spisać odpowiedni protokół. Radwan tłumaczy, że nie traktuje gwoździ jako żelaza lecz środek odżywczy”. Na nic perswazje. W pewnej chwili policjant mówi- jak pan gryzie żelazo to niech pan to ugryzie i podaje mu kajdanki.
Radwan jakby nic spojrzał na kajdanki i przegryzł je raz, potem drugi. Policjant zapomniał spisać protokułu za przekroczenie godzin policyjnych, a po paru dniach złożył meldunek ze skargą na marynarza, który… zjadł kajdanki.
Karjera Radwana jako „pożeracza” żelaza zaczęła się już w ósmym roku życia, kiedy to przez nieuwagę zjadł kawałek łyżki. Zęby Radwana są jego dumą i pozwalają na poznawanie wybitnych osobistości ciekawych poznać młodego marynarza. Ostatnio Radwan miał możliwość zaprezentowania swych zębów panu premjerowi Sławkowi.
Nie wiadomo jeszcze jakie sukcesy czekają zęby Radwana w najbliższej przyszłości i na jakie wyczyny sławy wciągną ich sympatycznego właściciela.
Gazeta Powszechna 11 lipca 1935, nr 158






