KTO SILNIEJSZY?

Czas budowania własnej marki przez Władysława Pytlasińskiego obfitował w liczne wyzwania rzucane zarówno zawodowcom, jak i amatorom. Najczęściej były to propozycje walk zapaśniczych, jednak zdarzały się również pojedynki stricte siłowe. Pytlas miał bowiem ambicję uchodzić nie tylko za najlepszego zapaśnika, lecz także za prawdziwego siłacza. Zwykle łatwo zwyciężał swoich rywali, choć trzeba przyznać, że trafiali się i tacy, którzy stawiali naszemu mistrzowi wysoko poprzeczkę.

Do szczególnie ciekawego atletycznego pojedynku doszło 20 stycznia 1894 roku w Łodzi. Przeciwnikiem Pytlasińskiego był niejaki Karol Wolff. Ten mieszkający w okolicach Zgierza siłacz był dość znany i lubiany przez łódzką publiczność. Sam tytułował się „championem atletów na Królestwo i Cesarstwo”. Kilkakrotnie miał już okazję popisać się swoją siłą, nie były to jednak występy na tyle znaczące, by z pełnym przekonaniem przypisywać mu tytuł „championa”.

Dla Pytlasińskiego, występującego akurat w Łodzi, była to znakomita okazja, by poskromić ambicje miejscowego osiłka. Z kolei dla dyrekcji cyrku taki pojedynek oznaczał niemal pewną sprzedaż pełnej puli biletów. Jak to zwykle bywało w podobnych przypadkach, promocja starcia pomiędzy siłaczami rozpoczęła się od wymiany uprzejmości oraz zaproszeń do sportowej rywalizacji na łamach miejscowych gazet.

W dalszej części wpisu ciąg dalszy historii pojedynku Pytlasiński-Wolff.

List, zamieszczony w monachijskiej gazecie Internationale Illustrirte Athleten-Zeitung, brzmiał następująco:

Szanowny Panie Redaktorze!!!
Ku mojemu zaskoczeniu przeczytałem w Athleten-Zeitung, że najlepszym atletą w Polsce i Rosji jest pan Karol Wolff, zamieszkały w Łodzi. Jako że jestem ogólnie znanym atletą, który zdobył mistrzostwo w Polsce i Rosji, uważam za zbędne dalsze zagłębianie się w treść artykułu lub obalanie jego treści. Nie chcę jednakże w niczym urazić p. Wolffa, gdyż słyszałem, choć tylko w Łodzi, że rzeczywiście można go uznać za atletę. Aby jednak rozstrzygnąć kwestię mistrzostwa proszę Pana Redaktora, aby publikując te słowa, zasugerował Panu Karolowi Wolffowi, aby stanął ze mną do pojedynku zapaśniczego o mistrzostwo Polski i Rosji, który moglibyśmy stoczyć oficjalnie w Cyrku Ciniselli. Jestem gotów zaakceptować każdy rodzaj zapaśniczego stylu i zapłacę premię w wysokości 300 rb., jeśli pan Wolff mnie zwycięży. Jestem głęboko przekonany, że pan Wolff nie tylko chce być opisywany w czasopismach jako mistrzowski atleta, ale także pragnie udowodnić swoje mistrzostwo, dlatego z niecierpliwością czekam na odpowiedź od szanownego pana Karola Wolffa.
Z pozdrowieniem,
Władysław Pytlasiński, najlepszy warszawski atleta i zapaśnik.

Internationale Illustrate Athleten- Zeitung nr 56 z dnia 28.01.1894 roku.

Panowie już wcześniej „otarli się” o siebie podczas jednego z występów Pytlasińskiego w Warszawie. Nie doszło wówczas do pojedynku zapaśniczego, natomiast Wolff dążył do rywalizacji w podnoszeniu ciężarów. Podważał uczciwość pokazów siłowych, sugerując możliwość wykorzystywania fałszowanych ciężarów. W ten sposób budowano napięcie i wbijano sobie delikatnie szpileczki. Na jego odpowiedź nie trzeba było długo czekać…

Szanowny Panie Redaktorze!

W Pańskiej szanownej gazecie z dnia 6 stycznia przeczytałem nadesłany list, w którym pan Pytlasiński — jako „zawodowy” atleta, co naturalnie w najwyższym stopniu wymaga reklamy — nazywa siebie pierwszym rosyjskim i warszawskim atletą oraz zapaśnikiem i wyzywa mnie na pojedynek zapaśniczy.

Muszę od razu zaznaczyć, że nie jestem zapaśnikiem, lecz atletą, i jako taki zostałem również opisany w czasopiśmie, na które sam pan Pytlasiński się powołuje. A że rzeczywiście nim jestem, przyznał mi w istocie sam pan Pytlasiński, który być może przypomina sobie jeszcze rozmowę, jaką odbyłem z nim przed dwoma laty w Warszawie.

Wówczas zaproponowałem, że powtórzę wszystkie jego pokazy siłowe, pytając jednocześnie, jaką nagrodę byłby gotów wystawić, jeśli by mi się to udało.

Powodem mojej podróży był przy okazji artykuł w piśmie „Artyst”, w którym pan Pytlasiński nazwał się pierwszym rosyjskim i warszawskim atletą.

Odpowiedział mi wtedy, że jest co prawda zapaśnikiem, lecz ja nie nazywałem go pierwszym atletą i siłaczem. Napisałem więc do dyrektora Cinisellego w Warszawie, że wystawię nagrodę zarówno dla pana Pytlasińskiego, jak i dla każdego innego, kto podniesie moje ciężary w taki sam sposób, w jaki ja to czynię.

List ten pozostał jednak bez odpowiedzi.

Jeżeli pan Pytlasiński nazywa się obecnie także „pierwszym atletą”, powinien przecież móc wystawić nagrodę również za podnoszenie swoich ciężarów — choć obawiam się, że tego nie uczyni, gdyż owe „ciężarki” wydają mi się nadzwyczaj lekkie.

Ciężary i kule da się wykonać z papier-mâché; z takiego materiału można podnosić znacznie większe kule, zwłaszcza gdy są puste w środku, a publiczność wtedy dziwi się i podziwia.

Jako najsilniejszy atleta Polski i Rosji wystawię jednak 500 rubli, jeżeli pan Pytlasiński będzie w stanie dokładnie powtórzyć moje pokazy siłowe w taki sposób, w jaki ja mu je demonstruję. Uważam, że to powinno wystarczyć.

W Łodzi było już wielu „atletów” w cyrkach, budach i szopach, lecz nigdy jeszcze nie spotkałem takiego, który swoje atletyczne zdolności wykorzystywałby jako zawód w taki sposób, że przez to sztuka ta ulegała wypaczeniu — jak miałoby to miejsce, gdybym ja naśladował jego pokazy, choć było mi żal nie dać się sprowokować.

Pokazów tych nie mogłem jednak naśladować, gdyż wzbraniało mi to moje sumienie i fakt, że przyzwyczajony jestem zarabiać na życie w sposób znacznie uczciwszy.

Proszę Pana Redaktora o łaskawe zamieszczenie tego pisma jako odpowiedzi na zaczepki pana Pytlasińskiego w Pańskim szanownym piśmie.

Z góry dziękując, pozostaję z szacunkiem
Karl Wolff,
najsilniejszy atleta Polski i Rosji.

Internationale Illustrate Athleten- Zeitung nr 56 z dnia 28.01.1894 roku.

W kolejnej prasowej wypowiedzi Pytlasa, akceptuje on warunki postawione przez Karola Wolffa i godzi się na pojedynek siłowy.

Szanowny Panie Redaktorze!

W odpowiedzi na „list nadesłany” pana Karla Wolffa, zamieszczony w Pańskim szanownym piśmie z dnia 10 bieżącego miesiąca, czuję się zobowiązany oświadczyć, że rezygnuję z walki zapaśniczej z wymienionym panem, gdyż ten wyraźnie zaznaczył, iż nie jest zapaśnikiem.

Nie widzę jednak powodu, aby utracić zaoferowaną przez pana Wolffa premię w wysokości 500 rubli, tym bardziej że — jak jasno wynika z jego własnego listu — nie uchyla się on od rywalizacji siłowej.

Oświadczam zatem, że jestem w każdej chwili gotów, publicznie, zmierzyć się z panem Wolffem w podnoszeniu ciężarów.

Proszę Pana Redaktora o łaskawe podanie tych słów do publicznej wiadomości.

Z poważaniem
Władysław Pytlasiński
pierwszy warszawski atleta i zapaśnik

POJEDYNEK!

Ciniselli widząc jak wielkim zainteresowaniem cieszy się w Łodzi i okolicach sport atletyczny, podniósł dwukrotnie ceny biletów, a mimo to już na dwie godziny przed rozpoczęciem wykupiony został cały ich komplet. Na arenie obok smukłego warszawianina stanął niższy i krępy, z wydatną muskulaturą Wolff. Zaczęli od ćwiczeń z ciężarem 43f., który miejscowy siłacz podniósł wyciągniętą ręką do wysokości ramienia, a następnie poruszał ją powoli w prawą i lewą stronę. Podrzucał i chwytał ciężary, wykonywał ekwilibrystyczne ćwiczenia z olbrzymim ciężarem, ważącym 265f., wyciągniętą ręką podnosił do góry ciężary 100 funtowe. Wszystkie te „sztuczki” powtórzył Pytlasiński, wobec czego Wolff wyciągniętą ręką chwycił żelazny drąg, pionowo w górę. Pytlasiński także wykonał to ćwiczenie, ale tylko raz i zgodnie z ustaleniami, musiał uznać się za pokonanego

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie książka Jarosława Drozda „Mistrz Władysław Pytlasiński (1863-1933), zapaśnik, trener, działacz, artysta, Policjant”.

Książka do nabycia na stronie https://wydawnictwo.ug.edu.pl/ksiegarnia-online/nowosci/mistrz-wladyslaw-pytlasinski-1863-1933-zapasnik-trener-dzialacz-artysta-policjant/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej wpisów

Copyright © 2023 zsilnychnajsilniejsi.pl All rights reserved.

Zakaz kopiowania i rozpowszechniania treści bez wiedzy właściciela.