Na ulicach w początkach XX wieku siła to nie tylko mięśnie, ale i spryt, odwaga, oraz… umiejętność szybkiej ucieczki! Dziś przenosimy się do 1901 roku i zaglądamy do „Gońca Wieczornego”, gdzie cyrkowi siłacze i ich przeciwnicy dostarczają nam iście sensacyjnych emocji. Zaczynamy!
„Przybyły do pewnego miasta podrzędny cyrk ogłosił, że jego pierwszy atleta życzy sobie zmierzyć się z najtęższemi siłaczami tego miasta, ewentualnie, że w razie swojego pogromu gotów jest zapłacić tyle a tyle nagrody monetą konwencyjną. Zaproszenie to nie pozostało bez odpowiedzi. Zgłosiło się bowiem kilku domorosłych podmiejskich atletów, ale wszyscy ulegli sromotnie w zapasach z kolegą cyrkowym. Dotknięci na honorze i źli, że wymknęła się im nagroda, postanowili połamać mu kości. W tym celu zaczaili się na niego, gdy ów kolos opuszczał cyrk i szedł właśnie na kolację. Ale atleta okazał niezwykłe rozwiniętą siłę także w nogach, bo zmieszał się z tłumem i… uciekł.
Wtedy rycerze „wendety,” chcąc przecież kogoś z „personelu” ukarać za swój pogrom, napadli jakiegoś funkcjonariusza cyrkowego i podczas, gdy wszyscy zagrodzili mu drogę, jeden wpakował mu nóż w biodro. Naturalnie publiczność cyrkowa ujęła sprawcę zamachu, przytrzymała go za kark i przywołała policyę.
Po pewnym czasie zjawiło się dwóch policyantów celem zabrania zbrodniarza w swoją opiekę. Ani rusz. Zbrodniarz, jako atleta, położył się na ziemi, przywlókł do niej ze wszystkiej sił i wydobył z siebie tyle energii odpornej, że nie było sposobu dać mu rady. Dopiero pojawienie się prawdziwego atlety cyrkowego położyło koniec kłopotliwej sytuacyi. Siłacz ten wziął upartego napastnika pod ramię i, jak jaki pakunek, zaniósł do biura policyi, odprowadzony entuzyastycznym szmerem podziwu publiczności.”
Goniec Wieczorny : pismo codzienne. 1901, № 12
Wsparcie strony https://buycoffee.to/zsn?fbclid=IwAR0SRHc8SYxihH3d1Hs1vq4LmIt_7tNpVHyK9WXwBTRHlulI9lBm-a5H6ao%C2%A0





